Wszystkie fotografie oraz filmy stanowią własność autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie fotografii oraz filmów bez jego zgody jest zabronione. Copyright by Darek Siatkowski. All rights reserved.
przychodzi do ciebie siostra której nigdy nie miałeś
matka twojej matki po której śmierci tak rozpaczliwie płakałes
ojciec przyjaciela gdy udawałeś smutek bo tak wypadało
twój drugi ojciec
przychodzisz ty
niby lustro niby odbicie w wodzie
czujesz chłód wilgoć otulenie wtopienie
i znikasz w swoich snach
arabska wyblakła piosenka Paula Klee
otuliła szczelnie przed podróżą do Essaouiry
piach pod powieką płatek śniegu na języku
otwierasz drzwi i policzkuje cię słońce
oprzyj się na morzu
rozłóż ramiona unieś ciało nad klif
chwyć się czerwonego drzewa
mogłeś urodzić się wszędzie
Studiując pięć konfucjańskich cnót
Zauważasz, że cnota Li musiałaby być zasiana w Europie
Jeszcze przed chrześcijaństwem, które nie zdołało zmienić
Przewartościowanego poczucia własnej nieomylności, siły i wyższości
Źle - przecież ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi
Nie dostrzeżesz tego mając skórę pokrytą trzema tysiącami lat
Życia tu, pomiędzy fałdami chmur, czując się wybranym
Siadając przy stole w najważniejszym miejscu
I złorzecząc na warczące o resztki psy
Mając w pogardzie nawet ich usłużne mięso
Oddychając zgodnie z cnotą Li
Musisz przestać oddychać
Studiując pięć konfucjańskich cnót
Górna część znaku mądrość to - wiedzieć
Dolna to słońce przydające pierwiastek jasności
Może dlatego północne ludy długo opierały się wiedzy
Którą posiadły skoro tylko stały się barbarzyńcami
Zdobywając wiedzę zgodnie z cnotą Zhi
Musisz rozpędzić chmury
Studiując pięć konfucjańskich cnót
Zaufanie staje ci ością między zębami ostróg
Którymi spinasz konia, wyciągasz szable czy co tam akurat jest w modzie
Bo jesteś jedyny niepowtarzalny foton
Przedzierający się przez zakrzaczony nielinearny czas
Gasnąc zgodnie z cnotą Xin
Musisz połamać sobie stopy - przestać wątpić
ciastko umoczone w herbacie z mlekiem
dłoń w rękawiczce
przeciwsłoneczny biały kapelusz
przeciw
gorset trochę ciśnie
i chyba właśnie zbiera się na deszcz
najwięcej o wolności krzyczeli posiadacze niewolników
siedząc po południu w ogrodzie od zachodu
a wokół słychać było jedynie muchy i szklane ważki
a w szklankach topniały czarne kostki lodu
Och Molly Bloom
Wydajesz się zwyczajnie pusta, głupia
A jednocześnie sensualna i wilgotna
Jak rosa
Widzę jak drżysz
Słyszę twój oddech
Widzę twoje myśli
Nie ma już filozofów ani mędrców
Nie ma bibliotek i pomników wiedzy
Spłonęła ostatnia książka i obraz
Irlandzka Penelopo
Zostały tylko tanie burdele
Dla euroemigrantów
Z pustyni na wschodzie
Ciekaw jestem
Co powiedziałby cholerny Ezra Pound
Któremu nawet drzewo próchnieje z litości
I klasyczna rzeźba stanęła marmurową stopą na gardle
Gdy marzył o posiadaniu sklepiku z tytoniem
Jak doskonale wykształcona małpa
W klatce
A co rzekłby Samuel Johnson
Aby nabrać mądrości odłóż książkę na bok?
by wreszcie ogłuchnąć i oślepnąć na jedno oko?
Nie bój się, nic nie powiem
Możesz nic nie myśleć dalej
Patrzę na twój brzuch biodra i wzdycham
Bo przecież pieniądz jest w pewnym sensie poezją
Izaak Newton uważał, że światło ma charakter korpuskularny
Zanurzony w cząsteczkach za dnia
Nocą lekko muśnięty świecą czy znużoną lampą oliwną
Pochylony nad prawem stygnięcia
Podrapał się po łydce, chwilę posłuchał psa za oknem
Zapisał w sprawach "na jutro", że trzeba odnowić herb na budynku
A w herbie dwie kości na biało, a nie szaro. Na biało.
I jeszcze dwa słowa w parlamencie
Że zimne powietrze i niech wreszcie zamkną okno
Światło i tak wpłynie
Tam gdzie ciemno
Pomyślał jeszcze;
Jutro kolejny raz obliczę datę końca świata
Wiersz Donniego Darko na POETRY DAY "Frank mówi, że nadciąga burza.
Burza, która połknie dzieci,
A ja wybawię je od królestwa bólu.
Odstawię je z powrotem pod ich progi
i odeślę potwory do czeluści.
Odeślę je z powrotem do miejsca,
gdzie nikt ich nie zobaczy.
Z wyjątkiem mnie.
Gdyż ja jestem Donnie Darko."
przed domem, budą z łańcuchem
dziećmi, ich niewiedzącym śmiechem
przed stadem wielonożnym, wielogłowym
przed lustrem o krzywym świcie
przed
uciekasz jak gołąb
przed szarżującą torbą foliową
na wietrze
nad śmietnikiem
aż niespodziewane święto;
słońce
no i jak ci tam
w te zwietrzałe dni
spuchnięte chmury
stanęły wryte w niebo
tu miasto wywróciło się do góry chodnikami
autobusy na plecach, czarne podbrzusza
drzewa kładą sie do snu na kamienice, parkingi, sklepy
i tylko psy szczekają staccato
gulasz ze złości
resztki zycia w talerzu
summa animae
anima dumna
podobno kwestia niesmaku w smaku
podobno w każdej komórce zakodowany jest strach
nawet Wissarion tak powiedział
że zjadanie zwierząt jest napełnianiem się śmiercią
odpowiadałem w głowie z naście razy
na pytania i zdania niepytajniki
włączyłem nasłuch, szukam pulsu, tętna, życia w sobie
i tak zastygłem w
tym szukaniu.
opowiadałem baśnie i trwożliwe prawdy
mrówce, zziębnietemu pająkowi
szukałem zachwytu
i tak przysnąłem w tym szukaniu
włącz milczenie
senne trwanie od śniadania do północy
pogróź niebu, strumieniowi,
nieufnym gwiazdom
śmieszne to jak nagość
jak czytanie rozkładu autobusów w niedziele nad ranem
nie ma gdzie jechać ani pójść
możesz sobie zbudować dom na asfalcie
pośrodku pasów ruchu
niech cię rano rozjadą
z deszczem do pracy na siódmą
Tuż przed północą
Jakaś kobieta w spódnicy
Otworzyła drzwi i
Wyrzuca okruchy na trawnik
Pies przytulony do jej kostek
Okruchy przywarły do ziemi
Lubię kobiety w spódnicach
Zgrzytliwym płaczem przez chmury
Nocny pociąg wdarł się w wilgotną trawę
Trzasnęły drzwi, spadł popiół
I tylko jej zapach uniósł się nad miastem
podaję ci rękę,
jakieś nieważne słowo, coś na kształt zupełnego braku pewności, zawieszenia w próżni i oparcia się na tym zawieszeniu. Może tak to ma wyglądać. Za mały jestem na dźwiganie wiedzy. Trzeby mi chyba być aniołem albo Atlasem co uniesie ciężkie szare niebo nad głową.
Nie ma odpowiedzi. Są tylko wybory. I skoro jest fala, taka wysoka na dwa czy trzy piętra, to po co uciekać? Może trzeba siebie z nią zderzyć.
Układaj w sobie nasze uśmiechy jak klocki
Zbuduj wieżę wiecznych wątpliwości
Pusty prostokąt do wypełnienia
Kolekcja pierwszych dobrych wrażeń dla nikogo
Wideopoezja
Percepcyjnie pośrednio
Pomiędzy monitorem a wieczorną Wenus
Pomiędzy stołem a rozlaną kawą
Możesz przejrzeć się w niej
Usiąść obok kryształków światła
Uruchomić bezruch, zatrzymać kinezę
Potem zaś, zmęczony, zabić pilotem
Brodzenie w płytkiej ciekłokrystalicznej wodzie
Tarzanie w wyschniętym błocie na enterze i spacji
Wideopoezja pomiędzy zmywaniem naczyń
A nieustannym zaległym nawczorajnaprzedwczoraj
Pettingiem z laptopem
Pomiędzy ultraistotnym zestawieniem w ekselu do kosza
Pomiędzy kwarkiem dziwnym znalezionym w wikimikipedii
Którego to dziwność podobno wynosi minus jeden
I nie występuje w spotykanej we wszechświecie materii, zatem do kurwki nędzy, nie ma go
I nie bedzie gdy wyciągniesz wtyczkę z gniazda
Potem zaś, zmęczony, przytulisz klawiature na dobranoc
Przed świtem
Pomiędzy
Jakos tak sie zlożylo
... że odwiedzalnosc tej strony nagle i niespodziewanie skoczyla. Jakos tak się złożylo, ze klikanko w link do mojej fotograferskiej strony odwiedzilo znacznie wiecej osob niz przepusci wykupiony transfer. Zarezerwowane 8 Gb nijak nie obsluzy 20 Gb transferu do godz. 16. Gdy uda sie odblokowac www, jakos tak się złoży, ze ozyją i filmy i foty. Dzieki za odwiedziny. Za te nieme i za te gadane. //nagi-pies
Właśnie się oflagowałem.
W ramach. W ramach protestu. Jestem generalnie przeciw. Jeszcze nie wiem przeciw czemu. Ale oflagowałem się od środka. Owinąłem się dokładnie od środka flagamimasztamibanderami. Strefa ciernia. To taki nekrolog. Nekrolog strefy cienia. Jak miło, że nic nie trwa wiecznie. Doskonałe wpizduzapomnienie. Miasto ultra samotnych ludzi...
Ptak i złota gruszka
Złota gruszka wciśnięta w tynk
Spróbuj ją wydziobać wygrzebać pazurem podskoczyć chwycić dziobem skrzydłem machnąć niech się wreszcie przewróci gruszka szary tynk ściana ptak
gruszka szary tynk ściana ptak
Złota matka płodności i urodzajów
Zstąpiła z drzewa pomiędzy zadziwione nieloty szary tynk ściana ptak
A słońce i tak znowu dziś z wolna utonie
...........................
"Sztuka jest stanem psychicznym. Przywarą, z którą trzeba sobie radzić. Może zmuszać do myślenia, ale nie może być użyteczna.. W historii człowieka pełno jest dowodów na to, że zawsze miał potrzebę tworzenia rzeczy, których sensu istnienia nie umiał wytłumaczyć" - Magdalena Abakanowicz 2008
"Wybrać życie, pracę, sławę, rodzinę, zajebisty telewizor... pralkę, samochód, kompakt i otwieracz do puszek. Wybrać zdrowie, zdrowe żarcie, ubezpieczenie, kredyt o stałym oprocentowaniu. Dom, przyjaciół. Dres, torbę sportową, garnitur z bogatej oferty. Samodzielność, by się dręczyć kim ty, kurwa, jesteś ? Wybrać kapcie, gazetę, telewizor, niejadalne żarcie. I tak zdechniesz w zasranym wyrze zostawiając smród, który wąchać będą twoje pojebane bachory. Wybrać przyszłość, życie. Po kiego wała? Wybrałem coś innego. Czemu? Tak sobie. Póki mam herę, nieważne...
Jestem złym człowiekiem. Muszę się zmienić. Więcej czegoś takiego nie zrobię. Sprzątam po sobie i w drogę. Wybieram życie. Nie mogę się już doczekać. Będę jak inni. Praca, rodzina, zajebisty TV, pralka, samochód, kompakt, otwieracz do puszek, dobre zdrowie, dobre żarcie, ubezpieczenie, kredyt, dom, sportowy ubiór i torba na garnitury, samodzielność, teleturnieje, niejadalne żarcie, dzieci, spacery, etat, golf, czysty wóz, szafa swetrów. Święta z rodziną, emerytura, zwolnienie podatkowe, pogodna starość i życie... aż do śmierci."