Resztki raz dwa trzy i pół

Dodano 14 czerwca 2017, w POEZJA, przez nagi-pies

Resztki 1

Jestem myśliwym
widzę drobne skazy
słabości jednostki

odmienna barwa sierści
wolniejszy chód
inność wyklucza

z bycia moją ofiarą.
Egzemplarze doskonałe
jednorodne w stadzie

są celem mojego niezrozumienia
nietolerancji kształtu
rozczarowania próbką

zgubnego łaknienia krwinek
jakiegoś życia pod dnem
bladej skóry zgody.

Resztki 2

Ryk lwa co rano w ciemnych korytarzach
miasto spływa ropą z trzewi płazów
klei się chodnik do twarzy Jozue wózkarza
polującego na wolnym rynku śmieci.

…przechadzających się ludzi
gdyby wyciąć spomiędzy gałęzi parku
gówniarza w bejsbolówce i studentów stada
samotny wózek… kurwa… jednak z matką.

Zrobić ciszę bezludzką
może ptaki cwane miejskie
niech zostaną ze mną tutaj
czy zlekceważę siebie i dary pana
czy będę ważył więcej bez innych.

Resztki 3

Stopniały krzywo cięte wersy
lodowca twardej poezji.

Bezmyślnik wielokropki much,
Przetrwalnik, znaki opuszczenia, emocji,
plus cudzychsłównadmiar, plus wyprzedaż wcieleń
Dariusza Pierwszego syna Hestapesa,
syna pielęgniarki i kierowcy,
tnącego szyje sobowtórów,
oddychających matczyną wodą w cipie.
Brawo On.
Czy tylko zlekceważy.
Czy się odważy.
Czy będzie ważył więcej
od garści much.

Resztki 3,5

Trąc zdrętwienie między wersem
zmieniam się śród pełni
w silnik jonowy na ksenon,
który żywi i broni od wojny i głodu
hipokampa rozświetlę czarną zimę,
lśniącą sierścią bezrękich zdań,
bezbarwny bezwonny odpłynę,
gdzie mnie skaże Himmelspolizei*,
postawię wilczą łapę wciągnę woń
mokrej dżungli nowego świata,
na trzydziestym i pół piętrze
zwęszę głodnych inwestorów oplączę
nitką śliny wysnuję spomiędzy żebra
swój nocny jagnięcy lęk niech wierzą
w mój procent zwrotu gdy skoczę
przez rzeczny kamień parapetu
na drugą ludzką stronę wywrócę
na lewo wewnętrzne monologi
napotkanych po drodze kobiet
warknę na mężczyzn idących z lasu z piłami
lub aktówką na ramieniu, wiśniówką
w kieszeni, chorobą wibracyjną
w nowym smartfonie i gdyby spomiędzy gałęzi
wyciąć to ludzkie tło.
Czy będzie ważyło więcej
od garści much.

Resztki 0,5

Umyj mi zęby kiedy umrę
z niesmaku oczyść moją skórę
wyczyść paznokieć bezrękiej wiary
przemyj pachwinę lat słabości

jestem tu chwilę a gram stwórcę
światów oblepionego kwiatem nasturcji
w girlandach pochlebstw w zapachu
gówna oceniam Teraz czy starczy na jutro.

……………………………………..

* – Himmelspolizei – tzw. Policja Nieba, założony w 1800 r. nieformalny klub „Lilienthal Society”, którego celem miało być uporządkowanie wiedzy o Układzie Słonecznym. Klub ten był potem nazywany „Himmelspolizei” (Policją Nieba). Każdy z naukowców – członków klubu miał za zadanie obserwować 15° ekliptyki w poszukiwaniu brakującej planety. Coś jak szukanie wiersza w stogu siana. Albo czegokolwiek innego. A odkryto tylko Ceresa Karła ;-)

15.06.2017

Otagowane:  

Litania do winy

Dodano 24 października 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

Wybacz sobie
natrętny głos sąsiadki
wybacz sobie
przez noc przez dzień
wybacz sobie
jad na twoim imieniu
wybacz sobie
w obcych ustach
wybacz sobie
kwalifikacje i sortowanie
wybacz sobie
rozdygotany pośpiech ulic
wybacz sobie
rdzewienie rzeczy i uczuć
wybacz sobie
odchodzenie i przemijanie
wybacz sobie
stałą zmianę zmienną niewiadomą
wybacz sobie
ból śmierć narodziny
wybacz sobie
wiedzę nadwiedzę wszechmiarę
wybacz sobie
towary telewizję hałas
wybacz sobie
ja mnie mój
wybacz sobie
nieuleczalną ironię
wybacz sobie
oni to oni to oni
wybacz sobie
czas trwoniony na lęk
wybacz sobie
chciwość nasycenie głód
wybacz sobie
brak kontroli nad bogiem
wybacz sobie
ciemne morze przyszłości
wybacz sobie
grzechy pierworodne dzieci
wybacz sobie
tykające ładunki zegarów
wybacz sobie
pory roku nie w porę
wybacz sobie
pana boga pana człowieka
wybacz sobie
wschód słońca za wcześnie
wybacz sobie
ciemność w ludzkie południe
wybacz sobie
Lascia ch’io pianga

aż zatrzyma się tło
i ustanie spadanie
aż wrócisz do dnia
bez wczoraj

08.03.2016

Lascia ch’io pianga – pozwól mi płakać –>https://en.wikipedia.org/wiki/Lascia_ch%27io_pianga

Otagowane:  

Bosfor Pilgrim Highway

Dodano 17 maja 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

W Europie żyje się cum grano salis
nie ma już słonych jezior
Bałtyk znowu stał się morzem

zostały doliny krzemowe i my mieszkańcy
Terra Ironia przykuci do przerębli za ikrą
węglowodorowego jesiotra czerwone ręce

plamią śniegi sine nieba oblepiają głowy
schyl kark wędrowcze tu żyję i nieco lękam się
ciebie jak dzwonów na trwogę. Pomyślisz – płacisz

krwią wymagasz nieba uchylonego i słońc wielu
wędrujących horyzontem. TERAZ jest bogiem
więc ku Atlantydzie zmierzasz nim zetleje

jej praw jedwab muślin cywilizacji tkany nicią
wysnutą od Rzymu po kres dnia gdy Hunów najazd
spalił bramy miasta żywego jedynie w księgach

Persji. Ciszej maż się stolico świata nie trwoń łez
nie zlepią się w kulę potopu na głowy pielgrzymów
z południa gdy stałaś jak drzewo co przysnęło na chwilę

jesienią zbudziło się wiosną bez pnia i gałęzi.
Atylla klaszcze w cyrku nagich
naiwnych idei z grubym szwem wieków średnich.

To co Przedtem – zakryte całunem ślepoty.
To co Jutro zczeźnie pośród mierzwy i zbłądzeń.
Dziś utknęło mi w gardle i rośnie jak drzewo.

26.03.2016

Cum grano salis – z ziarenkiem soli tzn z odrobiną sceptycyzmu, z rezerwą

Otagowane:  

Kontekst

Dodano 10 maja 2016, w FOTOGRAFIA, POEZJA, przez nagi-pies

Od tygodni śnię o nagim psie
brnącym przez miejskie podwórka
szarpiącym śpiące kanapy
w kadrze trawy przy śmietnikach

gdybym podmienił mu tło i wkleił w dzikie
lasy rzeki albo rojny hipermarket może

gdybym też podmienił tło lecącego jabłka lub głowy
Marii Antoniny nie byłoby upadku tylko trwanie

w habsburskim uśmiechu uciętym wpół zdaniu wyrwanym
od teraz otwarte powieki wiekuiste marzenie;

gdybym wkleił człowieka w człowieka teatr pergaminowy
cień tańca w asynchron obrotów ciał pękających

skórek niebieskich migdałów daktyli drzew
oliwnych na ścianie wschodnioeuropejskiego szarzenia

w jaśniejącą noc zmroczony dzień
zmęczone wybudzenie z wczoraj przedwczoraj

szarpiące zęby za kark wezgłowia
w pusty prostokąt zbielałej trawy.

Kto poruszyłby mocniej kogo rozmazał
w kadrze od do teraz zawsze nigdy.

18.03.2016

Copyright by Darek Siatkowski

Otagowane:  

Goldman Sachs radzi: daj sobie spokój z dziećmi są za drogie

Dodano 17 kwietnia 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

W poczuciu odpowiedzialności
za to co stanie się za sześćdziesiąt lat
postanowiliśmy mieć dzieci ktoś musi
wprawiać w ruch monety w świecie Adama
Smitha wyparował ze sterylnego lustra

rynku wilgotny napis Miłość nikt już
nie mówi o talentach albo chociaż idźcie
i rozmnażajcie się albo idźcie gdziekolwiek
przez martwe morze darmowej pracy w magazynie
amazona cocapepsi albo używanych części

samochodowych robotów przemysłowych dzielnic
sterylnych luster kałuż domofonów ulotek dnia
otwartych drzwi gdzie bezmatczyne dziecię
szlocha gryzie palce żyje w czarnej
studni nad głową tysiąc trzysta metrów

kręgów Dantego chmur a ludzie wklęśnięci
z wolna drętwieją pokrywając się korą
korząc się cynamonem szarości newsów
TV TV über alles arbeit mach kurwa frei
a ty układasz do snu dzieci na dnie

tego wysypiska straszna jest mądrość
która nie przynosi pożytku mądremu
słowa zmumifikowały się w trwaniu
na przekór monecie ze śladami zębów
Omnis determinatio est negatio

zatem jesteśmy bogami.

19.12.2015
20.03.2016

* Omnis determinatio est negatio – każde określenie jest negacją
Spinoza
* Goldman Sachs radzi http://tvn24bis.pl/ze-swiata,75/posiadanie-dzieci-jest-zbyt-drogie-dla-amerykanow,604412.html

Otagowane:  

Pamflet

Dodano 13 kwietnia 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

Oderwij się od siebie sprzedawco w chińskim markecie
odłóż pióro nielota poeto bez bożej łaski mówiący
do siebie po nazwisku rozwijający testament z rolki
skupiony na swoim ropniu na pielęgnowaniu chwastów JA

SIĘ onanizuje swoim odbiciem w szybie windy głową w dół
w wielosłownym akcie negacji bliźniego swego nie siebie samego
ja ja i ja epicentrum ja wszechrzeczy ja znużonym bogiem jam jest
któremu imago zastąpi wiernych bez imion oczu nosów uszu

byleby tłum wokół martwej wrony jego duszy. Włóż do krtani
wywar z naparstnicy wełnistej niech splącze twój wsobny język
albo buławinki czerwonej niech dotknie cię sporysz strawi ogień
świętego Antoniego może w przypływie snów przebudzi w tobie

boską cząstkę DNA co tworzy oczy do patrzenia do pracy
dłonie do oddechu płucoserce abyś przypominał z wyglądu
człowieka nie armię snotytów – archeonów wdychających
siarkowodór a wytwarzających kwas siarkowy – wiersze

nie poezję.

„Czym jest poezja, która nie ocala
Narodów ani ludzi?
Wspólnictwem urzędowych kłamstw,
Piosenką pijaków, którym ktoś za chwilę poderżnie gardła,
Czytanką z panieńskiego pokoju.”

Przedmowa
Cz. Miłosz

26.03.2016

Otagowane:  

Lustro

Dodano 11 kwietnia 2016, w MALARSTWO, POEZJA, przez nagi-pies

Tylko pamięć tworzy cię człowiekiem
wytarcie przeżytych dni
strąci do chwili narodzin
bezradnego krzyku
bez owoców poznania
żadnego ludzkiego słowa

pamiętając właściwe twarze
masz matkę siebie dzieci
pamiętając pewne drogi
masz dom pracę gniazdo
pamiętając stosowne gesty
masz plemienny kod źródłowy
pamiętając inherentne słowa
masz tożsamość wiarę i grzechy

gdybyś mówił językami ludzi i aniołów
a pamięci byś nie miał
byłbyś jako złom brzęczący
pusta moneta
bez nominału płaski instynkt
bez obrazu własnej świadomości

świnio.

14.02.2016

„Trwałość pamięci” by Salvador Dali (1931) Copyright by Salvador Dali

Copyright by Salvador Dali

„Geopoliticus Child Watching the Birth of the New Man” by Salvador Dali (1943) Copyright by Salvador Dali

Zdaniem profesora Donalda Brooma z wydziału weterynarii Uniwersytetu Cambridge świnie ‚mają bardzo rozwinięte zdolności kognitywne. Bardziej niż psy i z pewnością bardziej, niż 3-letnie dzieci’.

Otagowane:  

Żurawie

Dodano 11 kwietnia 2016, w FOTOGRAFIA, POEZJA, przez nagi-pies

Wspiąłem się nocą
na najwyższy w mieście żuraw
wiatr targał chmurnością
pękły półżywe dłonie
usłyszałem nad głową dzikie gęsi

uciekały gdzieś w lutym
nic o nich nie wiem
musi być jakaś encyklika
o gęsiach w lutym
o żurawiach nocą
o targowaniu z wiatrem
o wewnętrznym życiu drzew

gdy doniesie mnie wiatr
poniżej poziomu morza
stanę się włóknem w drzewie
stanę się ściółką
świeżo opadłym szczątkiem bycia
liściem piórem sierścią
zwierzyny łownej wabionej kofeiną
banknotem obietnicą wiecznego życia
w bogu lub w bakterii
która targnęła się
na skrzydło żurawia.

24.02.2016

Copyright by Darek Siatkowski

Copyright by Darek Siatkowski

Copyright by Darek Siatkowski

Otagowane:  

Rzeczy

Dodano 11 kwietnia 2016, w FOTOGRAFIA, POEZJA, przez nagi-pies

Śmierć niszczy rzeczy
człowieka który odszedł
marnieją jak dom kanapa
niepielęgnowany ogród
rozkoszy ziemskich.

Usycha w donicach
pamięć bez minerałów
aminokwasów miłości
dotyku w rękawiczkach
światłoczułości.

Czy człowiek którego nie mam
jest niczym
cierń w czerni
jałowego oka.
Czy człowiek którego nie ma
nic nie ma nie tęskni
nie kocha i zostawił
kłamstwo na stole;
zaraz wracam.

05.03.2016

Copyright by Darek Siatkowski

Otagowane:  

Ścieżka

Dodano 11 kwietnia 2016, w FOTOGRAFIA, POEZJA, przez nagi-pies

Przez chwilę stań w idealnym nieistnieniu
w wyczerpaniu miar wysokości
w zazdrosnej ciszy w szaleństwie próżni
gdzie żadne bycie nie jest w stanie bycia

unieś głowę ponad krzywiznę Ziemi
ucichnie szum owadzich ramion szczęk oręża
chrzęst śmierci co sekundę orgazmu bólu
umilknie chemia zwierzoludzkich ciał
w ciszy głębszej niż 4’33″ Johna Cage’a
w akceptacji życia jako nieuchronnej porażki
skomponowanej w pełni z czystych pauz
zakończonej aplauzem
ciemniejącego nieba w ostatecznym porzuceniu
ludzkiego dzieciństwa.

04.02.2015

NASA Photo ID ISS013-E-54329

Copyright NASA

Otagowane:  

Autobiografia w haiku – 俳句

Dodano 6 kwietnia 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

Powolna rzeka przypomina pająka
W południe pachnie opadłym liściem
Sierpniowy jabłkowy wiatr
Roznosi pajęcze galaktyki i ujadające psy
Pomiędzy gałęzie pomiędzy korzenie
Zamieniłem swoje grzechy w przydrożne drzewa
Krótsze życie przydrożnych drzew
Znaczą opadłe liście już latem

26.08.2015

Otagowane:  

np. list Arthura Rimbauda do Paula Demeny’ego

Dodano 31 marca 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

Próbuję szczerości niczym nowej pozycji,
gdy naddniestrzańską dziwkę rżnę bez satysfakcji
lub onanizuję się snem inkwizycyjnym,
codziennym o zachodzie strudzonym wstawaniem,
w nieskazitelnym grzechu po piersi brodzę,
o wy niewdzięczne dzieci moje skurwysyny,
nie macie ciała, a do mnie szepczecie. Żegnam

życie! Skoczyłem znów z klifu nagiej rozpaczy,
w łzę błogosławionej kap kap destylacji,
w zimny mazut upadku na dnie podniebienia,
drżenie szyszynki, trzecie światłoczułe oko,
w dzień usypiane dimetylotryptaminą,
cokwartalne selfie z Samobójstwem sp.z o.o.
Jam waszym Jasnowidzem, wy stygniecie w kamień,

w ziarno ślepej kury. Przeszłość, przyszłość w złocie,
teraźniejszość pomiędzy, zawsze jak wrzód ropny,
niczym pieczęć na zwoju Księgi Malachiasza.
Dar kadzidlany składacie z wódki, skrętów,
uległych kobiet łon i pochlebców pijących
słowa. Znosicie jednak zwierzęta skażone:
chrome, chore. Nie widzicie mnie. Nie kochacie.

Niech stanie się wyrok na pustynię nadmorską;
oto ześlę sonety nieprzetłumaczalne,
tym co wierni utnę nos, uszy, język dziki,
żeby ślepych poznać po tym, że są bez skazy.

01.01.2016

List jasnowidza:

„Poeta robi z siebie jasnowidza przez długie, bezmierne i wyrozumowane rozregulowanie wszystkich zmysłów. Wszystkie postacie miłości, cierpienia, szaleństwa; sam znajduje i wyczerpuje wszelkie trucizny, aby zachować z nich kwintesencję. Niewysłowiona tortura, do której potrzeba mu całej wiary, całej nadludzkiej siły i od której staje się wielkim chorym, wielkim przestępcą, wielkim potępionym − i najwyższym Mędrcem! − Bo dochodzi do nieznanego! Kultywował przecież swoją duszę bardziej niż ktokolwiek inny! Dochodzi do nieznanego i kiedy, oszalały, traci na koniec rozeznanie swoich wizji, wtedy je zobaczył! Niech się na śmierć zamęczy skacząc przez rzeczy niesłychane i nie nazwane; przyjdą inni straszliwi pracownicy; zaczną od horyzontów, gdzie tamten stracił siły.”
— List Arthura Rimbauda do Paula Demeny’ego z 15 maja 1871

Otagowane:  

Lustro, żurawie, rzeczy, ścieżka

Dodano 19 marca 2016, w FOTOGRAFIA, POEZJA, przez nagi-pies

Lustro

Tylko pamięć tworzy cię człowiekiem
wytarcie przeżytych dni
strąci do chwili narodzin
bezradnego krzyku
bez owoców poznania
żadnego ludzkiego słowa

pamiętając właściwe twarze
masz matkę siebie dzieci
pamiętając pewne drogi
masz dom pracę gniazdo
pamiętając stosowne gesty
masz plemienny kod źródłowy
pamiętając godne słowa
masz tożsamość wiarę i grzechy

gdybyś mówił językami ludzi i aniołów
a pamięci byś nie miał
byłbyś jako złom brzęczący
pusta moneta
bez nominału płaski instynkt
bez obrazu własnej świadomości

świnio.

Żurawie

Wspiąłem się nocą
na najwyższy w mieście żuraw
wiatr targał chmurnością
pękły półżywe dłonie
usłyszałem nad głową dzikie gęsi

uciekały gdzieś w lutym
nic o nich nie wiem
musi być jakaś encyklika
o gęsiach w lutym
o żurawiach nocą
o targowaniu z wiatrem
o wewnętrznym życiu drzew

gdy doniesie mnie wiatr
poniżej poziomu morza
stanę się włóknem w drzewie
stanę się ściółką
świeżo opadłym szczątkiem bycia
liściem piórem sierścią
zwierzyny łownej wabionej kofeiną
banknotem obietnicą wiecznego życia
w bogu lub w bakterii
która targnęła się
na skrzydło żurawia.

Rzeczy

Śmierć niszczy rzeczy
człowieka który odszedł
marnieją jak dom kanapa
niepielęgnowany ogród
rozkoszy ziemskich.

Usycha w donicach
pamięć bez minerałów
aminokwasów miłości
dotyku w rękawiczkach
światłoczułości.

Czy człowiek którego nie mam
jest niczym
cierń w czerni
jałowego oka.
Czy człowiek którego nie ma
nic nie ma nie tęskni
nie kocha i zostawił
kłamstwo na stole;
zaraz wracam.

Ścieżka

Przez chwilę stań w idealnym nieistnieniu
w wyczerpaniu miar wysokości
w zazdrosnej ciszy w szaleństwie próżni
gdzie żadne bycie nie jest w stanie bycia

unieś głowę ponad krzywiznę Ziemi
ucichnie szum owadzich ramion szczęk oręża
chrzęst śmierci co sekundę orgazmu bólu
umilknie chemia zwierzoludzkich ciał
w ciszy głębszej niż 4’33″ Johna Cage’a
w akceptacji życia jako nieuchronnej porażki
skomponowanej w pełni z czystych pauz
zakończonej aplauzem
ciemniejącego nieba w ostatecznym porzuceniu
ludzkiego dzieciństwa.

Copyright by Darek Siatkowski

Copyright by Darek Siatkowski

Copyright by Darek Siatkowski

Otagowane:  

Piosenka o miłości

Dodano 15 marca 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

Wypuść te szczury z głowy
w ciemne kanały
niech tańczą nagie myśli
niech gnije bezradność

gońcie mnie wody spienione
gońcie schludne rynsztoki
gdzie niegdyś żywi ludzie
hodują wszy miłości.

Wypuść te szczury z głowy
w jasne świty
niech klękną dekalogi
niech łaszą się pomniki

do nogi i waruj
psi synu skrobany
w poprzek macic dziewiczych
wzdłuż tętnic splątanych.

Wypuść te szczury z głowy
w błyszczące parkiety
niech disco lśni lustrzane
w źrenicach matowych

niech wyje we mnie zwierzę
w czarny miesiąc w nowiu
wnet przetnę węzeł sumienia
wiążąc krawat do pracy.

19.02.2016

Otagowane:  

Odyseusz 2.0

Dodano 5 marca 2016, w FOTOGRAFIA, POEZJA, przez nagi-pies

Miarowo wiosłując
wzdłuż galerii warmińskiej
zapadłem w czarne bagna odbić w szybach.
Imperium kontratakuje promocją co dnia,
szaleństwem cen do odpłacenia,
ludzkie szczenięta tnące światłym mieczem
przypominały wojnę bezgwiezdną
trzydziestoletnią, wywoływaną
przy kwerendzie kanibalizmu.
Tak, jak wtedy, wreszcie wolny,
ponury Odys na zakupach,
oślepły, upity winą rozgryzłbym
ciało i krew tych istot,
nucąc Wagnera albo 65 sonet
Szekspira wypluwając kostki niewiary.

Wyszedłem WEJŚCIEM B
z piktogramami zakazów
wnoszenia lodów, zwierząt, broni,
tak bardzo powszechnej
w północno – wschodniej Polsce B,
przepychając się przez czarne nieba multikin,
przez jaśniejące nieba ud dziewcząt z Brąswałdu,
Sępopola, Gołdapi, Sejn, Tuławek, Ługwałdu,
przez chińskie błyszczyki, zmęczone swetry
chłoporobotników z firm meblarskich na akord,
na eksport, na wykrok w chmurne nieba.
Boże,
może i dobrze, że cię nie ma,
zabrałeś się z ostatnim taborem wojny
trojańskiej, trzynastoletniej,
trzydziestoletniej, zimnej, o PGR-y
Pomocy.
Pierwszej, ostatniej, namaszczenia
chińskim błyszczykiem,
święconym tlenkiem wodoru,
mineralną czernią nieba,
niemoralnym niedopałkiem
w przygaszonym oku,
w pijanej drodze pomiędzy
tramwajowymi udami,
z torsem do światła,
z pochodnią niewiary,
ku ociemniałej nieśmiertelności,
z bagnem w żyłach moich
dwunastu jednorazowych statków
pełnych plastiku, morskiej soli,
wosku, wizytówek syren
z wysp dziewiczych
i innych Rzeczy-wistości
równo ległych
u twoich stóp
śpiąca zmęczona Penelopo.

31.01.2016

Copyright by Darek Siatkowski

Komentarz odautorski:

Jest taka łacińska nazwa Prus wschodnich; Borussia. Istnieje stowarzyszenie (obecnie również fundacja) pod taką nazwą. W jej deklaracji programowej można przeczytać „”Wspólnota Kulturowa „Borussia” jest stowarzyszeniem międzynarodowym, którego założyciele pochodzą z Warmii i Mazur, z byłych Prus Wschodnich, z ziemi przez wieki zamieszkiwanej przez ludność wielokulturową i wielonarodową.” – pamiętajcie, że znana każdemu Bitwa pod Grunwaldem to była również bitwa dwóch światów. Na tym terenie. Ogromnie upraszczając – czy coś zmieniła, skoro w 1920 tzw plebiscyt narodowościowy w Prusach Wschodnich wypadł na korzyść Niemiec. Te tereny zawsze były niejednorodne narodowościowo. Łatwo przylepić naklejkę z napisem Polska, ale trudniej zdefiniować zawartość.

Ten teren jest egzotyczny; tu mówi się czystą polszczyzną – wynik wycięcia i wypalenia gwar. Tu nie ma autochtonów, tu nie ma wielopokoleniowych cmentarzy, nazywane jest to Atlantydą Północy – dość na wyrost – nie było tu aż tak rozwiniętej cywilizacji. Dla nieznających tematu przypomnę, że ludność na tych terenach pochodzi w 99% z Mazowsza, Wołynia, Ukrainy, Litwy, Kielecczyzny etc. Po wojnie zjechali tu szabrownicy, właściciele nieistniejących mieszkań w zburzonej Warszawie, małorolni chłopi z piasków Mazowsza oraz wypędzeni ogniem i mieczem z Wołynia. Sztuczna ojczyzna. Stany Zjednoczone Polski Północnej. Lub Australia (uciekali tu również ludzie, którym było nie po drodze z władzą ludową). Pomieszaj te składniki na wolnym ogniu przez 50 lat (czyli jakieś 1,5 pokolenia) i masz zupę B. Ludzi bez tożsamości (lub z tożsamością kosmopolaka), którzy co roku na 1 listopada przechadzają się między nagrobkami z napisami Hans, Gunter, a obok Jan i Hanna Kowalscy. Mógłbym tak długo… :-)

Muszę dodać, że te sklepy, te galerie to jedynie tło. Równie dobrze mógłbym umieścić mojego Odysa na niedzielnym spacerze w parku lub w kościele katolickim. Ten Odys tonie w tym prowincjonalnym sosie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że cała planeta jest prowincją. Wyspy tzw. metropolii miejskich to sztuczne wyspy jak Jebel Ali – wyspa w kształcie palmy w Dubaju. Z takąż świadomością mieszkańców. Prawdziwe życie to życie zmęczonych pracowników firm meblarskich i dziewczyn po szkołach handlowych, których jedyną szansą jest znalezienie męża, sprzątanie w Niemczech lub fabryka cukierków u Her Majesty Elżbiety II.
Zakaz wnoszenia broni do galerii jest czystym surrealizmem. Mogli dodać zakaz noszenia skafandrów kosmicznych NASA. Tu jedyną bronią jest instynkt przetrwania okraszony od czasu do czasu wizytą w Świątyni – galerii handlowej.

Otagowane:  

Al niente

Dodano 9 lutego 2016, w FOTOGRAFIA, POEZJA, przez nagi-pies

Powoli kończą się możliwości
brylowania na wolnym rynku wagin,
zostały spojrzenia kobiet po menopauzie
albo hotelowych dziewczyn w wiecznej delegacji.
To doskonały czas, powiedzmy dla pisarza,
właśnie zapanował nad wytryskiem
i może opowiadać mądrymi słowy
o iluminacjach intelektu, definicji czasu,
przestrzeni i nieskończoności,
a wieczorem, kładąc przed lustrem krem 40+,
wciągając brzuch na bezdechu,
próbuje liczyć kobiety, które zwiedził,
wspominając samca modliszki gwinejskiej.

Powoli kończą się ślady do zostawienia,
cokolwiek zrobiłeś – i tak cię tu nie było,
zostały wspomnienia dzieci, gdy krzyknąłeś bezsilnie,
w zawieszeniu pomiędzy nieodkrytym geniuszem,
w wyciągniętym dress-kodzie ról społecznych,
a nieutulonym żalem za każdą minioną sekundą.
Wszystko sprowadzi się do wybrzuszenia w ziemi,
a najważniejsza myśl, jak zawsze jest na końcu wiersza.
To doskonały czas, powiedzmy dla poetów.
Mogą tworzyć freski na ścianach piramid
spółdzielnianych wieżowców, w niebo na chwałę pana,
który wepchnął im poezję do gorących głów,
i w stygnięciu obkurczającej się skóry
wystają im niezgrabne wiersze z oczu,
w czasie stania w korku, zakupów, negocjacji handlowych,
szybkiej penetracji, w kolejce na pocztę.

To doskonały czas, powiedzmy.
By czerpać siłę z blaknięcia,
z rozpuszczenia w oceanie rytuałów,
w czarnym piachu słów,
w drżeniu skrzypiec,
w zimnej dłoni,
w bezruchu domykającym się z wiekiem.
W milknięciu.

03.01.2015 / 17.01.2016

Komentarz odautorski:

„Al niente” – termin muzyczny oznaczający stopniowe wyciszenie aż do całkowitej ciszy.

Houellebecq w którejś ze swoich quasi-mizoginistycznych książek wysnuł taką myśl, iż relacjami ludzkimi rządzi wolny rynek, na którym produkt dość szybko traci atrakcyjność. Wiersz celowo operuje pojęciami, które mogą być dotkliwe dla pewnego targetu :-). Jednakże z treści dość jasno wynika, iż peel jest dokładnie w tym samym miejscu.

Jak zgrabnie pisze Agata Bielik- Ronson „Liberalizm zwyciężył marksizm w domenie ekonomicznej, wytwarzając jeszcze bardziej drapieżny kapitalizm w jego formie postindustrialnej i konsumpcyjnej, w związku z czym marksizm przerzucił się w sferę obyczajowości, by teraz tam, w postaci Nowej Lewicy, nadal wzniecać swą wiecznie nieudaną rewolucję – tym razem ogień walki przeniósł się na relacje płciowe, wywołując konflikt między kobietami a mężczyznami. I jak twierdzi Houellebecq, tę wojnę marksizm także przegrał: liberalna zasada konkurencji zapanowała również w sferze relacji seksualnych.”
Bielik-Robson A., „Houellebecq albo skarga seksualnego proletariusza. Podróż w świat samotnej nowoczesności”, „Europa” 28 czerwiec 2006
lub

http://www.newsweek.pl/houellebecq-albo-skarga–seksualnego-proletariusza,45057,1,1.html

Co prawda, wg mnie „zasada konkurencji” czyli wolnego rynku istniała zawsze (patrz „Samolubny gen” Richarda Dawkinsa). Przede wszystkim w sferze obyczajowości. Oczywiście skrajny islam uregulował to zdecydowanie. Ale tam jest rynek regulowany; kobiety są przedmiotem nie podmiotem. Jednak w naszej części świata, to kobieta wciąż decyduje. Od zawsze. Cokolwiek byśmy sobie nie wyobrażali. Wg autora wiersz odnosi się z czułością do wszystkich uczestników wolnego rynku. I ze znacznym dystansem do peela, który tu jest pozbawiony podmiotowości. Peel przestał być WYBIERANYM towarem, zatem szuka nowych pól do samorealizacji.

Wspominana Agata Bielik-Ronson pisze również;
„I takie też jest życie bohaterów Houellebecqa, którzy rzadko kiedy przekraczają próg czterdziestki. Kiedy tylko tracą siły witalne i nie mają już siły walczyć, giną niczym słabe i chore zwierzęta. „Nasz świat” nie zna litości dla słabych i chorych, choć właśnie ta litość jest zdaniem Houellebecqa kryterium życia cywilizowanego. Cywilizacja to ład, w którym człowiek zostaje zwolniony z naturalnego obowiązku walki; tam z kolei, gdzie pole walki wciąż się poszerza, cywilizacja zamiera.”

Skąd u diabła ta cezura? :-)) No ciekawe… A ja myślę, że gatunek ludzki nie bardzo może się jeszcze przyzwyczaić do 40stki:-) (Zaznaczam, że autor ma jednak trochę więcej i bliżej kolejnej cezury – nie ma chyba kremów 46+ ….). Dlaczego gatunek nie może się przyzwyczaić do obecności 40latków pośród żywych? Ano średnia długość życia w Anglii w 1750 roku to 32 lata :-) Szekspir dożył sędziwej wówczas pięćdziesiątki z plusem. Jeżeli przez tysiące lat żyło nam się dość krótko, to trudno się przyzwyczaić i trudno nie mieć infantylnych kryzysów.

Być może wiersz powyższy nazbyt nisko operuje. Ale taki był zamysł autora. Użycie języka, który będzie pozbawiony pojęć typu „uśmiech na licu”. Wprawdzie nie ma w tym pojęciu nic złego. Ale jest dalekie od rzeczywistości wolnego rynku. Na którym tak naprawdę znacznie więcej jest samotnych kobiet. Przeważnie po rozwodach, z dziećmi i bez alimentów. Sporo takich kobiet, w wieku którego „wolny rynek” nie akceptuje chadza na „randki w ciemno”, „wieczory dla singli” etc. raz w tygodniu, szukając pośród dość słabego asortymentu. No ale trudno żebym pisał z pozycji kobiety. Pomimo wrodzonej wrażliwości – byłoby to sztuczne i karkołomne. Zatem piszę z pozycji „słabego asortymentu” :-)

W „Poszerzeniu pola walki” Houellebecq pisze „Seksualność jest systemem hierarchii społecznej”.
Promowany jest promienny uśmiech od świtu, a nie przyrodzony pesymizm. Towar musi się skrzyć barwami, a nie czernią i szarością. W wymiarze kolorów rzeczywistych wygląda to tak, że asortyment ok.50tki nosi jeszcze czapkę z daszkiem i bojówki, albo różową miniówę i obrazek jest jak to mówią „z tyłu liceum…”. Każdy kiedyś zaliczył rozmowę kwalifikacyjną :-) Uśmiech, pierś do przodu i pływamy. Ale „Długo myśleliście, że istnieje jakiś drugi brzeg; teraz już wiecie, że go nie ma. Jednak nadal płyniecie i każdy ruch, jaki wykonujecie, przybliża was do utonięcia (…). Nie jesteście już tacy młodzi. Umrzecie teraz” (Houellebecq) .
Optymizm jest dla Houellebecq wyrazem obcym. A skoro powyższy wiersz jest w pewnym stopniu inspirowany jego słowami to dla peela również.
Dla autora, trzeba jednak przyznać, słowo to także jest niezrozumiałe :-)

Jakiś czas temu wspominałem o książce odkryciu. „Rozkosz zemsty. Socjologia historyczna mobilizacji ludobójczej” Lech M. Nijakowski. Wyd. Scholar. Warszawa 2013. Sama książka jest fascynująca. Traktuje o nas. Ludziach. Częściej o mężczyznach z natury podobno posiadających więcej hormonów odpowiedzialnych zarówno za prokreację jak i … agresję – cóż za „naturalny” zbieg okoliczności.
O samej książce wspominam pod wierszem „Śniadanie na trawie. Historia przemocy z komentarzem” http://portalliteracki.pl/artykul,50350.html.

Ale zacytuję inny wiersz;

„Chodzę sobie po mieście
I przyglądam się dzieciom,
Różowiutkim bobaskom,
Jakby wyjąć tak z wózka
I zakręcić za nóżkę;
I o chodnik haratnąć,
Trzasłoby czy nie trzasło?

Chodzę sobie po mieście,
patrzę w oczy panienkom,
są nawet w moim guście,
tylko trochę nachalne,
ach, gdyby tak napuścić
cały leśny batalion, a potem na topoli
albo na suchej wierzbie –
ciekawym, czy zakrzyczy,
ciekawym, czy zawierzga?”

Zacytowany na samym wstępie wymienionej książki Tadeusz Borowski „Spacer po Monachium”.
Borowski pisze jak wymieniany Houellebecq czy Palahniuk. A raczej odwrotnie. Oczywiście, wiemy co namieszało w głowie temu wielkiemu poecie i jaki był tego rezultat. Dla mnie Poeta Bóg. Podaję to jako przykład utworu literackiego poruszającego się na granicy. Na granicy człowieka-nie-człowieka. Albo zagubionej owieczki na wolnym, wyzutym z uczuć, seksualnym rynku Homo Sapiens.

Na koniec cytat;
„Towarzyszu podróży, zbudowałeś byt swój zasklepiając jak termit wyloty ku światłu i zwinąłeś się w kłębek w kokonie nawyków, w dławiącym rytuale codziennego życia. I choć przyprawia cię on co dzień o szaleństwo, mozolnie wzniosłeś szaniec z tego rytuału przeciw wichrom, przypływom, gwiazdom i uczuciom. Dość trudu cię kosztuje, by co dnia zapomnieć swej kondycji człowieka. Teraz glina, z której zostałeś utworzony, wyschła i stwardniała. Nikt już się nie dobudzi w tobie astronoma, muzyka, altruisty, poety, człowieka, którzy zamieszkiwali może ciebie kiedyś.”

M.Koterski z wiadomego filmu

Copyright by Darek Siatkowski

Otagowane:  

Pora deszczowa

Dodano 8 lutego 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

Ciemną chmurą przypłynął
poranny smutek chodników
dzieci dzieci schrońcie się
córki moje pod gałęzią
sznurują wilczyce po asfalcie
pną się mury ciężkich kropel
ściany latarnie tramwaje
miasto stanęło w wodzie i płonie.

Pośród wierzb i sosen
czarnookie okna śledzą
zamyślone dziewczę w hidżabie
sennych czerwonych szpilkach
chciałbym być jej ulicą
jej szesnastoletnim wyrokiem
jej szarą źrenicą bieloną węglem
owocem spalenia czystego masła
nie widzi moich uzbrojonych oczu
kaliber czterdzieści pięć
w tylnej kieszeni uległego życia
jako nawóz ludzi z początku łańcucha
węglowodorowego pokarmowego psiego

chciałbym być jej kurwą
z petrobanknotem w ustach
laptopem służbowym telefonem
bez limitu życia PLAY AGAIN
do zdrętwienia języka
kofeinowej drżączki
upudrowanego nosa
alkoholowego rozdrażnienia
tuż przed płaskim orgazmem
jezu kiedy będzie zielone
zwijam skrzyżowanie w rulon
wiążę z latarni żałobną szarfę
kreślę ostatnie pożegnanie
podwójną ciągłą na zakręcie we mgle.
W oślepiającej pełni Słońca.

Później niż zwykle zakwitły sino
jagody na szyi łabędzia
niemo upadła czerwona szpilka
kochałem cię bardziej od innych
motyli z mokrymi skrzydłami
kiedyś przyszło mi tulić przez chwilę
porę deszczową do brzucha piersi
zatopione zamyślenie – europę
którą wyruchał śnieżnobiały byk
i nikt jej więcej nie tknął
aż postarzała bez miłości
z wyschłą waginą wypełnioną
odpryskami szyb na champs-élysées
barykadami na placu zgody
lejami po dwimerytowych bombach
na trafalgar square albo placu zbawiciela
prorokiem jezusem w trojce jedynym
umęczonym i zakurzonym
z wyblakłą naklejką SALE
i przekreśloną ceną 1 €.

Chciałbym zlizać twoją niewinność
chciałbym nosić na obroży medalik
z cudownym obrazem ziemi świętej
jedynej godnej IX wyprawy krzyżowej
tam gdzie zbiega się interlinia ud i pośladków
ale zapaliło się zielone a ja -
żałosny kuzyn ze skolonizowanych stepów -
stoję w kałuży ciebie i stygnę.
W oślepiającej pełni słońca.

30.12.2015

„Europa już popełniła samobójstwo”
Michel Houellebecq, „Uległość” s.245

„Seksualność jest systemem hierarchii społecznej”
Michel Houellebecq „Poszerzenie pola walki” W-wa, 2005 s. 100

„Mój ojciec miał… znerwicowaną dziwkę w postaci mojej matki.”
Michel Houellebecq, „Uległość” s. 219

” – Chodzi o uległość – powiedział cicho Rediger. – Oszałamiająca, a zarazem prosta myśl, nigdy dotychczas niewyrażona z taką mocą, że szczytem ludzkiego szczęścia jest bezwzględna uległość”
Michel Houellebecq, „Uległość” s. 249

” pierwszy prezydent Islamskiej Republiki Iranu, powiedział, że „badania naukowe pokazały, że włosy kobiet emitują promienie, które doprowadzają mężczyzn do szaleństwa”.

http://biblioteka.netgenes.pl/muzulmanska-kultura-gwaltu-i-lara-logan.html

http://www.elakiri.com/forum/showthread.php?t=1497092

http://sultanknish.blogspot.com/2009/09/muslim-wolf-at-feminisms-door.html

http://www.womenundersiegeproject.org/blog/entry/the-myth-of-how-the-hijab-protects-women-against-sexual-assault

Otagowane:  

Polska jest strasznym krajem

Dodano 17 stycznia 2016, w POEZJA, przez nagi-pies

Z listów do naszej redakcji (pisownia oryginalna):

„Zaledwie sześćdziesiąt sekund w biedronce
gdy uśmiech do drugiego człowieka obudził
paniczną ucieczkę wzrokiem w posadzkę

gdy sąsiadka wzywa kurwę nędzę
tuż przed pielgrzymką do kościoła
União do Vegetal na bigosie i wódzie

gdy ludzie z kompleksem wszystkiego
z krzyżem w dłoni plują na człowieka
wierząc w W a r t o ś c i

głosując na straszydło w teatrze lalek
mniej niż zero w środku ekranu
z włączonym auto-repeat;

dobra zmiana bo nasza drużyna
Polska Polska über alles
za twój głos da pinćset złoty.

Zupełnie tu nie pasuję
nie czytam teletygodnia faktu
nie wierzę w zamach SPISEK

nie jem mięsa nie sram psem na chodniku
nie pytam co o nas myślicie
nie wierzę w boski plan wobec Polski

nie wierzę w Polskę.

Dała mi język a nikogo nie rozumiem
dała mi atrapę edukacji i nauczycieli
którym ich polszczyzną rzeknę fuck you

dała mi bezczelność władzy
sąsiadów ślących donosy
rżnących mnie z uśmiechem na siedemset złotych

dała mi powszedni chleb pogardy dla prawa – Kyrie eleison
Serce Jezusa urąganiem nakarmione
dała mi czterdzieści pięć lat poczucia winy – Kyrie eleison

Serce Jezusa ucieczko grzeszników
drogowych morderców martwych w długi łykend – Kyrie eleison
Serce Jezusa w smutku pogrążone w Ogrodzie Oliwnym

bezpańskie hieny bezmyślnej prasy
publiczne miernoty bezguście dworki-potworki
z kolumnami wszechobecnej nienawiści.

Ależ wiem czym tymczasem splunąłeś;
wypierdalaj z naszej Polski
żydzie wykształciuchu płatny pachołku pedale.

Objawiłeś moje skrytobójcze marzenie
bycia kimś innym bycia gdzieś indziej
odziedziczą je moje dzieci z poprawną polszczyzną

bo dom to jedynie pojemnik na ludzi
którzy tworzą z niego Dom stawiając książki
albo delikatne chwasty na parapecie.

Wyrwij je z koryta wraz ze mną
ty Polaku.

Życzliwy”

19.12.2015

Przypisy:

* – Serce Jezusa… fragmenty „LITANIA o Najświętszém Sercu P. Jezusa”
** joanna-bator-wstydze-sie-ze-jestem-polka. http://tinyurl.com/pyszk27 –
vs

http://nowyekran.info/patrioci-musza-opanowac-ulice/

Otagowane:  

Portret w rozpiętej koszuli

Dodano 8 grudnia 2015, w POEZJA, przez nagi-pies

W pochyleniu nad przepełnionym stołem pragnień
rozprostowałem na kolanie zmiętą listę zakupów

na odwrocie listu
zza granicy czasu

w namiastce zakurzonej wolności kupowania rzeczy
znaleźć parking znaleźć paragon na ciasne ale różowe dziecięce buty

zamyślam się głębiej niż zwykle a przypływ maluje na czarno
wodną farbą stopy kolana szyję siniejące na kierownicy palce

połykam płynne powietrze rozpuszczające naskórek wspomnień
pod spodem strumień wióry pył strzępki potwora z gór bez pamięci

nie pamiętam dróg powrotnych ani dni tygodnia – łykend w środę czwartek
a ty piszesz o sobotnim sprzątaniu akapit później o samobójstwie na trzeci zawał

okno w domu bez firanek wieczornie sczerniało
przemieniło w pusty obraz na ścianie

w ciemności porusza się
autoportret w szybie.

01.03.2008 / 27.01.2014

—————————————-
pozdrawiam Cię Neczku

Otagowane:  

12-taktowe historie małżeńskie

Dodano 15 listopada 2015, w POEZJA, przez nagi-pies

Godziny więdną w lata,
miarowy walc od piątej czterdzieści raz dwa trzy,
wiosna jesień jesień jesień,
dwulistne drzewo węszące nocą światła.

Wszystko w nas gaśnie,
na skórze cierpki osad z dni,
najważniejsze co zostało z planów,
to nie umrzeć samotnie.

02.11.2015

 

  • RSS